Ironman Hamburg 2025 – gdy marzenie o rekordzie Polski kończy się przedwcześnie
1 czerwca 2025 roku w Hamburgu miało się odbyć jedno z najważniejszych wydarzeń w moim sportowym kalendarzu – Ironman Hamburg. Po udanym otwarciu sezonu zwycięstwem w Garmin Triathlon Tour Żyrardów, gdzie mimo ekstremalnych warunków pogodowych udało mi się wygrać zawody, byłam pełna optymizmu i gotowa na kolejne wyzwanie. Tym razem jednak stawiałam sobie cel znacznie ambitniejszy niż zwykłe ukończenie zawodów czy walka o miejsce na podium. Moim marzeniem było ustanowienie nowego rekordu Polski na dystansie pełnego Ironmana.
Dlaczego Hamburg? Dlaczego właśnie teraz?
Ironman Hamburg to jedno z najbardziej prestiżowych wydarzeń w kalendarzu triathlonowym. Zawody odbywają się w sercu tego pięknego niemieckiego miasta, oferując zawodnikom nie tylko doskonale zorganizowaną imprezę, ale także niezapomniane widoki podczas pokonywania 180 kilometrów na rowerze i 42,2 kilometrów biegu przez ulice Hamburga.
Wybór Hamburga na mój główny start pierwszej części sezonu 2025 nie był przypadkowy. Po pierwsze, miasto to słynie z płaskiej trasy rowerowej, która sprzyja szybkim czasom – a to było kluczowe dla moich planów pobicia rekordu Polski. Po drugie, termin zawodów – początek czerwca – idealnie wpisywał się w moją strategię budowania formy na sezon. Po trzecie, Hamburg to zawody z długą tradycją, gdzie startuje elita światowego triathlonu, co gwarantuje wysoką jakość organizacji i prestiżowe rywalizacje.
Start w Hamburgu oznaczał dla mnie pokonanie pełnego dystansu Ironmana: 3,8 kilometra pływania w Alsterze, 180 kilometrów jazdy na rowerze po okolicach Hamburga oraz 42,2 kilometra biegu przez centrum miasta. To dystans, który wymaga miesięcy przygotowań i doskonałej strategii wyścigowej.

Rekord Polski jako cel nadrzędny
Gdy po raz pierwszy pomyślałam o próbie pobicia rekordu Polski na dystansie Ironmana, wiedziałam, że to będzie jedno z największych wyzwań w mojej 11-letniej karierze triathlonowej. Aktualny rekord należy do Agnieszki Jerzyk – dwukrotnej uczestniczki Igrzysk Olimpijskich, legendy polskiego triathlonu, której osiągnięcia budziły mój szacunek od początku mojej przygody z tym sportem.
Agnieszka Jerzyk to nie tylko wybitna zawodniczka, ale także wzór do naśladowania dla każdego polskiego triathlonisty. Jej rekord na dystansie Ironmana to nie tylko liczba na zegarze, ale symbol determinacji, profesjonalizmu i najwyższej klasy sportowej. Decyzja o próbie pobicia tego rekordu nie była lekkomyślna – to był efekt miesięcy analizy mojej formy, możliwości i realnej oceny szans na sukces.
Po zwycięskim starcie w Żyrardowie, gdzie mimo ekstremalnych warunków pogodowych udało mi się wygrać zawody z doskonałymi parametrami (średnie tempo biegu 3:50/km i wysoka średnia moc na rowerze), wiedziałam, że moja forma jest na najwyższym poziomie. To był sygnał, że Hamburg może być tym momentem, kiedy wszystkie elementy układanki się złożą.
Ironman 2025 – Przygotowania do najważniejszego startu sezonu
Strategia treningowa przed Hamburgiem
Przygotowania do próby pobicia rekordu Polski wymagały precyzyjnego zaplanowania każdego elementu treningu w ostatnich tygodniach przed startem. Po sukcesie w Żyrardowie miałam pewność, że forma jest dobra, ale Ironman to zupełnie inna skala wyzwania – zarówno fizycznego, jak i mentalnego.
Skupiłam się na trzech kluczowych obszarach: utrzymaniu wysokiej wydajności na rowerze (co było moją mocną stroną już w Żyrardowie), doskonaleniu techniki pływania na długim dystansie oraz pracy nad wytrzymałością specjalną w biegu. Każdy trening był przemyślany pod kątem specyfiki dystansu Ironmana, gdzie kluczowa jest umiejętność równomiernego rozkładu wysiłku przez ponad 8 godzin rywalizacji. Szczególną uwagę poświęciłam treningom brick – połączeniu jazdy na rowerze z biegiem, które symulowały warunki zawodów. To właśnie w tych sesjach testowałam strategię żywieniową, tempo na poszczególnych etapach i mentalną wytrzymałość na długi wysiłek
Przylot do Hamburga – pierwsze wrażenia
Do Hamburga przyjechaliśmy dwa dni przed startem, co dawało mi optymalny czas na aklimatyzację i finalne przygotowania. Pierwsze wrażenia z miasta były fantastyczne – Hamburg to miejsce, gdzie triathlon ma długą tradycję, a organizacja wydarzeń sportowych stoi na najwyższym poziomie.
Pogoda w dniach przed startem była idealna z mojej perspektywy – około 20 stopni Celsjusza, brak opadów, lekki wiatr. To były warunki, które sprzyjały szybkim czasom i dawały nadzieję na realizację ambitnych planów. Po doświadczeniach z Żyrardowa, gdzie startowałam w deszczu i przy 12 stopniach, Hamburg wydawał się prawdziwym prezentem pod względem pogodowym.
Wykorzystałam te dwa dni na spokojne zwiedzanie trasy, przejazd najważniejszymi fragmentami rowerowego odcinka oraz lekkie treningi adaptacyjne. To był czas na ostatnie sprawdzenia sprzętu, finalizację strategii żywieniowej i mentalne nastawienie się na nadchodzące wyzwanie.
Ironman 2025 – Ostatnie przygotowania – rytuały i strategia
Ładowanie węglowodanami – dietetyczna strategia przed Ironmanem
Trzy dni przed startem rozpoczęłam proces tzw. „ładowania węglowodanami” – specjalną strategię żywieniową, której celem jest maksymalne napełnienie zapasów glikogenu w mięśniach i wątrobie. To kluczowy element przygotowań do każdego długodystansowego wysiłku, szczególnie tak wymagającego jak Ironman.
Moja dieta w tych dniach składała się głównie z produktów bogatych w węglowodany, ale o niskiej zawartości błonnika. Oznaczało to rezygnację z warzyw, owoców o wysokiej zawartości błonnika i produktów pełnoziarnistych. W menu dominowały: biały ryż, makaron, białe pieczywo, dżemy, miód oraz chude mięso – głównie kurczak, które dostarczało białka bez nadmiaru tłuszczu.
Ta strategia żywieniowa może wydawać się niezdrowa z perspektywy codziennego żywienia, ale w kontekście przygotowań do ultra wysiłku ma swoje pełne uzasadnienie naukowe. Minimalizowanie błonnika zmniejsza ryzyko problemów żołądkowo-jelitowych podczas zawodów, a jednocześnie maksymalizuje zapasy energetyczne w organizmie.
Mój przedstartowy rytuał – 500 gramów lodów
Wieczorem przed każdymi ważnymi zawodami mam swój niezmienni od lat rytuał – jem dokładnie 500 gramów lodów. Dla wielu osób może to wydawać się dziwne, szczególnie w kontekście diety sportowca przygotowującego się do najważniejszego startu sezonu, ale dla mnie to element, który daje poczucie ciągłości i kontroli.
Ten rytuał narodził się spontanicznie przed moimi pierwszymi zawodami Ironmana kilka lat temu. Wtedy zjadłam lody po prostu z nerwów i ochoty na coś słodkiego. Okazało się, że następnego dnia osiągnęłam swój życiowy rekord. Od tamtej pory lody przed ważnymi startami stały się moją tradycją – nie ze względów żywieniowych, ale mentalnych.
W Hamburgu, siedząc wieczorem przed startem z pojemnikiem lodów waniliowych, myślałam o jutrzejszym wyzwaniu. O Agnieszce Jerzyk i jej rekordzie, o miesiącach przygotowań, o wszystkich osobach, które wierzyły w mój sukces. Te lody to był moment refleksji, ale też ostatni element mojego przygotowania mentalnego.
Ironman 2025 – Dzień startu – gdy plany muszą się zmienić
Bezsenną noc przed największym wyzwaniem
Pobudka zaplanowana była na godzinę 4:00 rano, ale tak naprawdę nie zmrużyłam oka przez całą noc. To nie była niezwykła sytuacja – przed każdymi ważnymi zawodami mój organizm i umysł są w stanie wysokiej gotowości, który uniemożliwia normalne regeneracyjne senne cykle.
Leżąc w łóżku, przewracałam w głowie każdy element jutrzejszego planu. Strategię na pływanie – gdzie chciałam trzymać się z czołową grupą, ale bez niepotrzebnego forsowania tempa. Taktykę na rower – gdzie kluczowe było utrzymanie optymalnej mocy przez wszystkie 180 kilometrów. Plan na bieg -gdzie liczyłam na swoje mocne strony pokazane w Żyrardowie.
Bezsenność przed ważnymi startami to część życia każdego zawodnika. Nauczyłam się, że nie warto walczyć ze snem, który nie przychodzi. Zamiast tego wykorzystuję ten czas na wizualizację pozytywnych scenariuszy zawodów i mentalne przygotowanie się na różne wyzwania, które mogą pojawić się na trasie.
Standardowe śniadanie – ryż z dżemem i jogurtem
O godzinie 4:30, mimo braku snu, wstałam i przygotowałam swoje standardowe przedstartowe śniadanie. Przez lata wypracowałam optymalny zestaw posiłku, który dostarcza mi energii na pierwsze godziny wysiłku, a jednocześnie nie obciąża systemu trawiennego.
Moje śniadanie przed Ironmanem to zawsze ta sama kompozycja: 150 gramów białego ryżu ugotowanego na wodzie, 3 łyżki dżemu truskawkowego i 150 gramów naturalnego jogurtu. Do tego szklanka wody z solą himalajską i kawałek białego pieczywa z miodem. To kombinacja węglowodanów o różnej szybkości uwalniania, która zapewnia stały dopływ energii przez pierwsze 2-3 godziny wysiłku.
Jedząc to śniadanie w hotelowym pokoju w Hamburgu, czułam znajomość i rutynę, która uspokajała przedstartowe nerwy. To był jeden z ostatnich elementów mojego przygotowania, po którym pozostawało już tylko dotrzeć na start i dać z siebie wszystko.
Niespodziewana zmiana pogody – ulewa o świcie
Gdy około godziny 5:30 wyjrzałam przez okno hotelowe, zobaczyłam coś, czego absolutnie nie oczekiwałam po poprzednich dniach pięknej pogody. Z nieba lał się prawdziwy potok – była to ulewa o intensywności, której dawno nie widziałam. Prognozy pogody nie zapowiadały tak dramatycznej zmiany warunków.
Pierwszą myślą było rozczarowanie – po doświadczeniach z Żyrardowa, gdzie startowałam w ekstremalnych warunkach deszczu i zimna, liczyłam na Hamburg jako zawody w idealnych warunkach pogodowych. Ale jako doświadczona zawodniczka wiedziałam, że pogoda to jeden z czynników, na który nie mam wpływu, i muszę się do niej dostosować.
Szybko przeformułowałam swoją strategię na pływanie – intensywny deszcz oznaczał ograniczoną widoczność w wodzie i prawdopodobnie większe falowanie. Na rower – mokra nawierzchnia wymagałaby większej ostrożności w zakrętach i na zjazdach. Na bieg – przemoczony asfalt i możliwość problemów z przegrzaniem organizmu były mniejsze, ale pojawiało się ryzyko przeziębienia.
Ironman Hamburg – Dotarcie na start – ostatnie przygotowania
Opóźnienie startu o 30 minut
Około godziny 6:00, gdy dotarliśmy w okolice strefy startu, otrzymaliśmy oficjalną informację od organizatorów o opóźnieniu startu o 30 minut ze względu na intensywne opady deszczu i związane z tym kwestie bezpieczeństwa. Dla wielu zawodników ta wiadomość była źródłem dodatkowego stresu, ale ja przyjęłam ją spokojnie.
Dodatkowe 30 minut to był czas, który mogłam wykorzystać na spokojne finalizację przygotowań bez pośpiechu. Zamiast skupiać się na zmieniających się warunkach zewnętrznych, skoncentrowałam się na tym, co mogłam kontrolować – na swoim nastawieniu, ostatnim sprawdzeniu sprzętu i mentalnym przygotowaniu do startu.
To opóźnienie dało mi też możliwość obserwacji innych zawodników i ich reakcji na zmienione warunki. Widziałam w ich oczach różne emocje – od niepokoju po determinację. Dla mnie te 30 minut było cennym czasem na ostatnie skupienie się na celu, który przyświecał mi od miesięcy – próbie pobicia rekordu Polski.
Przygotowanie sprzętu – rower i żywienie
W strefie zmian ustawiłam swój rower zgodnie z wcześniej opracowanym planem. Każdy element był przemyślany i przetestowany podczas treningów przygotowawczych. Na rowerze umieściłam bidony z napojami izotonicznymi, żele energetyczne rozmieszczone w łatwo dostępnych miejscach oraz zapasowe dętki i niezbędne narzędzia serwisowe.
Moja strategia żywieniowa na dystans Ironmana zakładała regularne dostarczanie węglowodanów co 20-30 minut podczas etapu rowerowego i co 45-60 minut podczas biegu. W strefie zmian zostawiłam też zapasowe bidony i żywienie na przypadek, gdyby coś poszło nie tak na trasie.
Sprawdzając ostatni raz ciśnienie w oponach, hamulce i przerzutki, czułam pewność siebie wynikającą z miesięcy przygotowań. Mój rower był nie tylko środkiem transportu, ale narzędziem, które miało pomóc mi osiągnąć marzenie o rekordzie Polski.
IronMan 2025 – Start zawodów – pływanie w deszczu
3000 zawodników z 60 krajów – międzynarodowa rywalizacja
Gdy stałam na linii startu, wokół mnie znajdowało się około 3000 innych zawodników z prawie 60 krajów świata. To był jeden z największych i najbardziej międzynarodowych startów w moim życiu. Wśród uczestników byli amatorzy realizujący swoje życiowe marzenia, weterani z dziesiątkami Ironmanów na koncie, ale też zawodnicy elitarni walczący o kwalifikacje na Mistrzostwa Świata.
Ta różnorodność zawodników to jedna z najpiękniejszych cech Ironmana – na tej samej linii startu stają ludzie z różnych kontynentów, o różnych historiach życiowych, ale połączeni wspólnym celem pokonania 226 kilometrów w trzech dyscyplinach. Dla mnie to zawsze dodatkowa motywacja i przypomnienie o tym, jak wyjątkową społeczność tworzy triathlon.
Stojąc w grupie kobiet na pierwszej linii, czułam respekt ze strony innych zawodniczek, ale też ich wsparcie. Wiedziały o moich planach pobicia rekordu Polski, a kilka z nich życzyło mi powodzenia w kilku językach. To były chwile, które pokazywały, że sport to coś więcej niż tylko rywalizacja.

Doskonałe pływanie – 1:00:17 na dystansie dłuższym o 100 metrów
Gdy rozległ się sygnał startu, 3000 zawodników jednocześnie weszło do jeziora. Pierwsze metry pływania w tak dużej grupie to zawsze chaos – uderzenia, popychanie, walka o pozycję. Ale po kilkuset metrach stawka się rozciąga i można znaleźć swój rytm.
Udało mi się dołączyć do czołowej grupy kobiet, która płynęła w dobrym, ale kontrolowanym tempie. To była idealna sytuacja – mogłam korzystać z zasłony innych zawodniczek, oszczędzając energię na kolejne etapy, a jednocześnie utrzymać wystarczająco szybkie tempo do realizacji swoich ambicji czasowych.
Około połowy dystansu grupa się rozerwała i zostałyśmy we dwie. Ta sytuacja wymagała większego wysiłku z mojej strony, ale czułam się silna i kontrolowałam tempo pływania. Woda w Alsterze była przyjemnie chłodna, co pomagało w termoregulacji organizmu pomimo wysiłku.
Gdy wypłynęłam z wody i spojrzałam na zegarek, zobaczyłam czas 1:00:17. Byłam bardzo zadowolona, bo wiedziałam z GPS-a, że dystans był dłuższy o około 100 metrów od standardowych 3,8 kilometra. Oznaczało to, że moje tempo pływania było jeszcze lepsze, niż pokazywał zegarek. To był doskonały start do realizacji planów pobicia rekordu.
Pierwszy etap zmian – sprawne przejście na rower
Dobiegając do strefy zmian po etapie pływackim, czułam się fantastycznie. Nogi były świeże, oddychanie kontrolowane, a czas pływania dawał nadzieję na realizację ambitnych planów. Pierwsza zmiana to zawsze kluczowy moment w Ironmanie – trzeba szybko, ale bez nerwowości przejść z pływania na jazdę rowerem.
Moja strefa zmian była perfekcyjnie zorganizowana – wszystko na swoim miejscu, każdy ruch przemyślany i przećwiczony. Szybko zdjęłam piankę, założyłam kask, buty rowerowe, chwyciłam pierwszy bidon i już pędziłam w stronę wyjścia ze strefy zmian. Cały proces zajął mi mniej niż 2 minuty, co było zgodne z moimi planami.
Wyjeżdżając ze strefy zmian na ulice Hamburga, czułam euforię i ogromną motywację. Przede mną było 180 kilometrów, które mogły zadecydować o realizacji mojego największego marzenia sportowego – pobiciu rekordu Polski na dystansie Ironmana.

Ironman Hamburg – Tragiczny koniec marzeń – defekt na 14. kilometrze
Pierwsze kilometry – wszystko zgodnie z planem
Pierwsze kilometry na rowerze płynęły idealnie. Ulice Hamburga były mokre po porannej ulewie, ale deszcz już ustał, a nawierzchnia nie sprawiała problemów. Czułam się świetnie, moc którą generowałam była zgodna z planem, a nogi odpowiadały na każde przyspieszenie.
Moja strategia na etap rowerowy zakładała utrzymanie średniej mocy na poziomie, który pozwoliłby mi nie tylko osiągnąć szybki czas na tym etapie, ale też zachować siły na kluczowy maraton biegowy. Po doświadczeniach z Żyrardowa wiedziałam, że moja forma kolarska jest doskonała, więc liczyłam na ten etap jako na moment budowania przewagi nad konkurencją.
Mijając kolejne kilometry, sprawdzałam na zegarze swoje parametry i były one bardzo obiecujące. Tempo, moc, tętno – wszystko wskazywało na to, że jestem na dobrej drodze do zrealizowania swoich ambitnych planów. Hamburg okazywał się idealnym miejscem do atakowania rekordu Polski.
14. kilometr – moment, który wszystko zmienił
Około 14. kilometra poczułam, że coś jest nie tak. Nagle rower zaczął ciągnąć mnie na bok, a jazda stała się zauważalnie cięższa. Moje pierwsze przeczucie było trafne – to był charakterystyczny objaw przebicia opony. Po 11 latach startów w triathlonie rozpoznaję takie sytuacje natychmiast.
Zatrzymałam się na poboczu drogi, bezpiecznie zjeżdżając na trawnik. Serce biło mi jak szalone, ale nie z wysiłku – z nerwów i rosnącej świadomości, że moje marzenia mogą się kończyć na tym 14. kilometrze trasy rowerowej. Szybko zdjęłam koło i sprawdziłam skalę problemu.
To, co zobaczyłam, było gorszą wersją scenariusza, niż się spodziewałam. Opona była nie tylko przebita – była przecięta na całej długości. Miałam ze sobą zapasowe dętki, pompkę, lewarki, ale nie miałam zapasowej opony. A bez niej naprawa była niemożliwa.
Próba naprawy – walka z czasem i rzeczywistością
Mimo że wiedziałam, że przecięta opona to prawdopodobnie koniec moich marzeń o rekordzie Polski, nie mogłam się tak łatwo poddać. Próbowałam założyć nową dętkę, licząc na to, że może przecięcie nie jest tak duże, jak mi się wydawało.
Niestety, po napompowaniu koła okazało się, że dętka wydobywa się przez przecięcie w oponie i natychmiast się przebija. Było jasne, że bez nowej opony nie ma możliwości kontynuowania jazdy.
Siedząc na poboczu drogi w Hamburgu, z rozłożonym rowerem i świadomością końca moich marzeń, poczułam mieszankę ogromnego rozczarowania i bezsilności. Miesiące przygotowań, sen o pobiciu rekordu Agnieszki Jerzyk, doskonała forma pokazana w Żyrardowie – wszystko to kończyło się na 14. kilometrze z powodu przeciętej opony.
Ironman 2025 – Koniec marzeń – decyzja o zakończeniu startu
Przyjęcie rzeczywistości
Po kilkunastu minutach prób naprawy musiałam przyznać, że moje zawody w Hamburgu są zakończone. Bez zapasowej opony nie było żadnej możliwości kontynuowania rywalizacji. Teoretycznie mogłam próbować dostać się do najbliższego punktu serwisowego, ale przy tak dużym przecięciu opony i braku możliwości nawet tymczasowego załatania, byłoby to daremne.
Najtrudniejszą częścią tej sytuacji było nie tyle samo zakończenie startu, co świadomość zmarnowania tak doskonałej okazji. Forma była idealna, warunki pogodowe (pomimo porannej ulewy) ułożyły się korzystnie, pływanie poszło wyśmienicie – wszystkie elementy układanki były na swoim miejscu. Oprócz jednego – zapasowej opony w moim zestawie narzędzi.
Pakując rower z powrotem, myślałam o tym, ile razy sprawdzałam każdy element przygotowań do tego startu. Żywienie, strategię wyścigową, trening, sprzęt – wszystko było dopięte na ostatni guzik. A jednak jeden, pozornie drobny element okazał się kluczowy i wszystko przekreślił.
Rozczarowanie i refleksje
Wracając do hotelu z nieukończonymi zawodami, czułam ogromne rozczarowanie, ale też głęboką refleksję nad tym, co się stało. Ironman to sport, w którym tysiąc rzeczy może pójść nie tak, a każda z nich może przekreślić miesiące przygotowań. Defekty sprzętu, problemy żywieniowe, kontuzje, warunki pogodowe – to wszystko elementy ryzyka, z którymi musi się liczyć każdy długodystansowiec.
Moja sytuacja w Hamburgu to była kolejna lekcja pokory, którą daje mi triathlon. Pomimo 11 lat doświadczenia, doskonałych przygotowań i ambicji pobicia rekordu Polski, sport pokazał mi, że nie wszystko da się przewidzieć i kontrolować. Czasem mimo najlepszych chęci i przygotowań, szczęście sportowe po prostu nie jest po naszej stronie.
Ale rozczarowanie to tylko jedna strona medalu. Druga to świadomość, że moja forma jest naprawdę doskonała – co pokazało zarówno pływanie w Hamburgu, jak i wcześniejszy start w Żyrardowie. To oznacza, że cel pobicia rekordu Polski nie jest nierealny, tylko musi poczekać na inną okazję.
Podsumowanie
Triathlon to coś więcej niż sport – to styl życia. Poczucie siły, wiara w siebie i niesamowita satysfakcja, które zyskujesz, są bezcenne. Z własnego doświadczenia wiem, że każdy z nas może osiągnąć ten cel, jeśli tylko znajdzie odpowiednie wsparcie.
Jako trenerka specjalizująca się w pracy z osobami, które dopiero stawiają pierwsze kroki w tym sporcie, chętnie pomogę Ci zaplanować każdy etap tej drogi. Nieważne, czy myślisz o pierwszym sprincie, czy o legendarnym dystansie Ironmana – jestem tu, aby Cię poprowadzić.
Masz pytania lub potrzebujesz indywidualnego planu treningowego? Daj znać, chętnie Ci pomogę!






